Stadionowy terror

admin 1993-09-30

Czy czekają Państwo w sobotni wieczór na film sensacyjny bądź horror? Jesli tak to spieszę donieść, że mniej więcej w tym samym czasie na jednej z aren rozgrywał się spektakl o podobnej wymowie, tyle że na żywo.

To miał być wielki mecz. POLSKA-ANGLIA w Chorzowie, podobnie jak 20 lat temu, z tą samą nutą szczerego patriotyzmu, o który dzisiaj coraz trudniej. Pewnie taki mógłby być, lecz stało się inaczej -jak to w pitce bywa. Sport nie byt tym na co zwracało uwagę ok.70 tyś. ludzi zgromadzonych na Stadionie Śląskim. To co zaprezentowały grupy pseudokibiców (głównie skinów z Krakowa, Wrocławia i Pomorza) było na tyle przerażające, że piłka nożna zeszła na plan dalszy. Można się było tego spodziewać, gdyż preludium spektaklu miało miejsce w centrum Katowic już na kilka godzin przed meczem. Liczące po kilkadziesiąt osób grupy młodych ludzi z wygolonymi włosami, ubrani w charakterystyczne dla skinów pomarańczowe kurtki, przemaszerowały Środkiem głównych ulic. Wulgarne okrzyki oraz pozdrowienia w stronę przechodniów "sieg heil!" zapowiadały nieszczęście. Rozpoczęło się od powybijanych szyb w hotelu "Katowice". Nieco później słychać już było dźwięk karetki reanimacyjnej. Podczas bójki w tramwaju (mini wojna Kraków-Szczecin) zginął człowiek. Ta śmierć zabiła wszystko co mogło jeszcze w tym dniu tych ludzi połączyć. Nie było już istotne czy to Polska-Anglia czy cokolwiek innego. A na stadionie rozpoczęta się totalna burda, której nie była w stanie powstrzymać słabo wyposażona policja. Łamanie ławek na głowach policjantów i także swoich regionalnych wrogów to permanentna sytuacja mająca miejsce przez większą część meczu. Kilkuset ludzi potrafiło sterroryzować cały stadion. Kibice nie myśleli już kto z kim gra i kto wygra tylko o bezpiecznym powrocie do domu. Na szczęście obyło się już bez ofiar (zniszczono "TYLKO" tramwaje i autobusy). Po czymś co miało być przeżyciem dla wszystkich pozostało więcej niż niemiłe wrażenie. Pozostał także do rozwiązania poważny problem co zrobić z potencjalnymi (a może raczej z właściwymi) przestępcami podszywającymi się za narodowymi ideałami, a walczącym (o ironio!) ze swoimi rodakami. Czyżby nastał czas wojen regionalnych? Czy może nikt nie wie co zrobić z grupą wyrostków czujących swoją bezkarność. Właśnie brak ponoszenia odpowiedzialności karnej wydaje się być jednym z głównych czynników mobilizujących podobne zachowania. Jeżeli uderzanie kogokolwiek deską z wystającymi gwoździami traktowane będzie bardziej jako chuligaństwo niż przestępstwo to już w niedługim czasie czekać nas będą podobne ekscesy tyle, że na o wiele większą skalę.

I ciekawostka. Angielskich kibiców słynących ze swoich wybryków na stadionach całego świata tak zadziwiła rozwijająca się sytuacja, że zachowali przez cały czas spokój. Po meczu tylko pytali: "Jak to, to u was bijecie się sami ze sobą?!".

Marek Newald